czwartek, 30 listopada 2023 Imieniny: Maura, Andrzej

Był Kapturek… ale nie czerwony

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie do końca wiedzieliśmy, w którą stronę podąży owa historia. Jeśli ktoś spodziewał się standardów, raczej musiał być zaskoczony. Owszem był Kapturek… ale nie tradycyjnie Czerwony. W dodatku jeździł na hulajnodze i musiał zawalczyć o to (no może nazwijmy rzeczy po imieniu – wygrać casting – bo to dziś popularne), aby w ogóle przyjąć rolę Różowego Kapturka, bo pretendentów do tej roli było kilku.

A skąd w ogóle taka historia i krasnale w bajce o „Kapturku”. Otóż z nudów. Trzy krasnale zamieszkujące w wielkiej skrzyni najwyraźniej cierpiało z powodu kumulujących się w nich emocji, które dojrzewały w nich niczym wulkan przed erupcją. Niespożytkowana energia i wyobraźnia rozpierała ich na dobre. Toteż na upust emocji – w ferworze ekscytujących przekrzykiwań – wymyśliły sobie plan reżysersko – aktorski. Kiedy próbowały wcielać go w życie, za każdym razem trudno było dostrzec, kto przyjmuje role reżysera, a kto aktora, bo wszyscy co jakiś czas buntowali się na obrót spraw w spontanicznie rodzącym się kierunku.

Tak czy owak, bajka o Czerwonym Kapturku, to bajka tak wszystkim znana, że krasnalom scenariusz wydawał się być niepotrzebny. No ale skoro krasnoludki podejmując się reżyserii tej sławetnej bajki już na początku napotkały trudności (nie posiadały czerwonej czapeczki Kapturka), to łatwo się domyślić, że już na wstępie musiały w tej historii mocno pofolgować. Jak łatwo zatem było przewidzieć – przewidywalnie nie było. Kto powiedział, że miało być zgodnie z powszechnie zakorzenioną czerwonokapturkową opowieścią? Jak to na swawolnych krasnali przystało, pełnych werwy i chęci płatania psikusów, starą, utarta konwencję bajki łamały doszczętnie, modyfikowały opowieść, dosłownie „szyjąc” ją na gorąco. Toteż jakby ktoś nie wiedział, Cze…Różowy Kapturek dociera do Zoo, spotyka przedrzeźniającą każde słowo papugę; małpującą małpę; wspaniale prężącą szyję żyrafę, no i oczywiście… wilka. Temu sprytnemu futrzakowi na tyle udaje się zmanipulować Kapturka, by ten niczego nie podejrzewając – uwolnił go z klatki. Sami powiedzcie, czy wilk może być zamknięty w zoo? No pewnie, że nie… przecież nie było by dalszej części Czer…Różowego Kapturka. Bo kolor czapeczki może był i inny niż w oryginale, ale co do wilka była pełna zgodność – miał zjeść i babcię i Kapturka…

Ach, trudno opisać ten sytuacyjny galimatias. Pojawił się także podejrzany cyrkowiec, który raczej wzbudzał niepokojące uczucia. Była próba kidnappingu – na szczęście nieudana. Był w końcu wilk biegający i jeżdżący na hulajnodze, straszny i śmieszny zarazem. Wyobraźnia krasnali zdecydowanie nie miała ograniczeń – toteż do końca nikt nie mógł spodziewać się finału. Można się było trochę bać (jak na bajkę o wilku pożerającym babcię czy Kapturka przystało), ale można było rozweselić nastrój grozy, wybujałymi psotami krasnali. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć, czy w bajce o złym wilku i Kapturku mogły pojawić się postaci krasnali i detektywa – to zapewniamy – mogły i pojawiły! A dlaczego? No bo kto ujarzmi wodze wyobraźni – ta jest nieograniczona i niech tworzy i kreuje, stare historie na nowe, czemu nie? 

Mamy nadzieję, że propozycja Teatru Żelaznego w autorskiej interpretacji Czerwonego Kapturka, który w ich wykonaniu stał się „Różowym Kapturkiem” zachwycił nie tylko dzieci ( ukradkiem patrząc na ciut starsza widownię – miało się wrażenie,  że bawi się równie przednie 

Zapraszamy do fotogalerii ze spektaklu https://tiny.pl/cndkd

Już dziś zapraszamy na kolejne spotkanie w ramach cyklu Teatr Dzieciom. Tym razem wstąpimy do „Akademii Pana Kleksa”. Mamy nadzieję, że dzieci zachwyci, a dorosłym przywiedzie cudowne wspomnienia.

Do zobaczenia 11 grudnia o godzinie 17.30. Bilety na spektakl już do nabycia w kasie Basenu „Camena”.

Źródło: CKiS, fot. Jarosław Karasiński