poniedziałek, 25 października 2021 Imieniny: Daria, Wilhelmina

Od Skawiny aż do lodowców

Kamil Kozłowski w górach zakochał się już jako dziecko. Zdobywanie polskich szczytów dla  mieszkańca Skawiny to zdecydowanie za mało, więc zaczął chodzić po lodowcach. Różnice między klasycznym górskimi szczytami, a ogromny bryłami lodu są gigantyczne.

Lodowiec się zmienia, nie mamy cały czas jednej trasy. Musimy przekraczać szczeliny, przygotowywać trasę. Jest bardzo ślisko, lodowiec jest jak szyba. Gdy spadnie śnieg możemy poruszać się po nim praktycznie bez raków – mówi Kamil Kozłowski.

Od paru lat mieszka na Islandii w pobliżu lodowca, kilka kilometrów od cywilizacji, gdzie oprowadza wycieczki głównie dla Azjatów, którzy nigdy nie widzieli śniegu. – Na ogół pochodzą z krajów, w których nie ma śniegu. Nie chcą niczego ekstremalnego, chcą po prostu go dotknąć i poczuć.

Kamil pierwszy pierwszą wycieczkę po lodowcu odbył na granicy Szwajcarii i Włoch: – Wszedłem w butach treckingowych bez raków. To była początkowa część lodowca, ale i tak wywarło to na mnie gigantyczne wrażenie. Przede wszystkim ogrom tej bryły, przestrzeń i wiedza, jak to wszystko jest uformowane.

O samej Islandii mówi, że to ciekawy kraj. – Tam możliwe jest mieć cztery pory roku w ciągu jednego dnia. Może to być -10 stopni albo +10, to może się zmienić w ciągu paru godzin. Jest to spowodowane tym, że od południa jest ciepły prąd morski, który tworzy te zawirowania na wyspie.

Kamil wyjechał z Radosławem Woźniakiem na dwa szczyty – Khan Thengri oraz Pik Pobiedy w górach Tien-szan na granicy Chin, Kirginstanu oraz Kazachstanu.

Kamil zapowiada, że za kilka lat chce wrócić z Islandii z powrotem do Skawiny.